Farerskie kadry

Blog o Wyspach Owczych

Kategoria: William Heinesen (Page 2 of 4)

Kropki na mapie

In the far North the peaks rise out of the sea. A small island country, right out there where nothing ought to be

Faroe Islands, kovboyfilm

Wyspy Owcze na mapie Europy w kieszonkowym atlasie wydanym w roku 1990
jako tłumaczenie rosyjskiego Географический атлас мира

Far out in a radiant ocean glinting like quicksilver there lies a solitary little lead-coloured land. The tiny rocky shore is to the vast ocean just about the same as a grain of sand to the floor of a dance hall. But seen beneath a magnifying glass, this grain of sand is nevertheless a whole world with mountains and valleys, sounds and fjords and houses with small people. Indeed in one place there is even a complete little old town with quays and storehouses, streets and lanes and steep alleyways, gardens and squares and churchyards. There is also a little church situated high up, from whose tower there is a view over the roofs of the town and further out across the almighty ocean.

William Heinesen, The Lost Musicians

Mapa Europy w rozkładzie lotów Lufthansy

Osiemnaście mikro-wszechświatów skrytych pod kilkoma kroplami drukarskiej farby. W kojącej ciszy Dalekiej Północy, poza ubitymi szlakami, czekających na odkrywanie. Z bogatą, tysiącletnią historią, legendami, tradycją, językiem, ludźmi i ich (nie)zwykłą codziennością.

Widok z (niezaznaczonego na powyższych mapach) Mykines na Vágar

Svínoy nieustannie pomijane na mapach świata

Føroyska stavraðið, czyli ð też chce dojść do głosu

Farerski alfabet* składa się z 28 liter, zaczyna się od A i kończy na Ø (zapisywanej niekiedy jako Ö). Wśród farerskich liter znajdziemy kilka nietypowych, do których nieprzywykłe jest polskie oko (chociaż nie brak im, jak mawia znajomy Brytyjczyk, funny accessories) – á, ð, í, ú, ý, æ oraz ø.

Öström – sklep z rękodziełem artystycznym (listahandverk), kawiarnia, sala wystawowa i prelekcyjna – wszystko pod jednym dachem przy havnarskim nabrzeżu. Na swojej twarzoksiążce przedstawiają się jako Østrøm.

Jest też kilka braków – w farerskim alfabecie nie uświadczymy liter c, w oraz z. Pojawiają się one tylko w imionach i nazwiskach obcego pochodzenia (np. Zachariasen).

Farerskie ó nie ma nic wspólnego z rodzimym „zamkniętym u” – wymawia się je na trzy sposoby (zależne od sąsiednich liter): oe, e lub oł – przykładowo Tórshavn powinno czytać się tołshałn (korzystając z dialektu używanego na Streymoy).

á Bø – przy farmie / wiosce (bø = bøur w bierniku), czyt. a boe

Litera g w ustach Farera staje się polifoczna – jej wersji podręczniki farerskiego języka wymieniają aż dziewięć. W dodatkowej, dziesiątej, między samogłoskami jest ona niema (vegur – droga, ulica, czyt. weur). Zaś w zbitce ggj odzywa się jak nasze swojskie dż (istnieją jeszcze trzy inne wersje wymowy podwójnego g).

Litera j pełni w farerskim funkcję uszumiającą. Gdy poprzedza ją h, k lub t, czyta się taką parę cz – stąd kirkja (kościół po farersku) czyta się czyrcza.

Futbolowy mural w Tórshavn – mál, czyli bramka po farersku (czyt. moal).
Przypuszczam celową (?) literówkę wytkniętą błękitnym znakiem zapytania – forma z rodzajnikiem określonym to málið.

Całe to zamieszanie wynika z założeń przyjętych przez twórcę farerskiej ortografii – Venceslausa Ulricusa Hammershaimba, który chciał, aby była ona jak najbliższa tej z języka staronordyckiego. Stąd sporo słów przypomina, ale tylko w zapisie, te znane innym Skandynawom. Schody zaczynają się przy próbie ich wymówienia – język farerski na przestrzeni ponad tysiąclecia fonetycznie znacznie oddalił się od swojego protoplasty. Jakby tego było mało, już i tak skomplikowanej sytuacji nie ułatwiają różne dialekty farerskiego. Tutejsza ortografia jest więc niestety niedoskonałą próbą zamknięcia w gramatyczne reguły słowa mówionego. Co tylko zwiększa frajdę przy dekodowaniu farerskich znaków drogowych, tabliczek informacyjnych, zawieszek na drzwiach sklepów, tekstów kawałków farerskich metalowych kapel i rozlicznych nazw geograficznych.

Odczuwał potrzebę znalezienia się wśród prawdziwych ludzi, posłuchania jasnej i zrozumiałej rozmowy osób wykształconych, języka czystszego i szlachetniejszego niż ten, jaki na co dzień brzmiał mu w uszach, owa gwara farerska, mieszanina norweskiego z pierwotnymi dźwiękami mowy świata podziemnych koboldów, gnomów i trollów.

William Heinesen, „Czarny kocioł”

Jeden z dwóch farerskich Syðradalurów (na zdjęciu drogowskaz do tego na Streymoy, w pobliżu także Norðdalur), czyli Dolina Jeszcze Bardziej na Południe, czyt. syradælur

Najbardziej poszkodowana przez los (a konkretnie przez pana Hammershaimba) jest litera ð. Nieustannie pomijana mimo dość częstej obecności w farerskich słowach i nazwach (żeby wspomnieć chociażby o Viðareiði, Borðoy, Suðuroy) – w 99,9% przypadków farerskie ð jest niestety nieme (co nie przeszkadza mu tworzyć cudnych nazw takich jak Eiði czytane AjeÆðuvík czytane Ełułik albo Kollafjørður czytane Kotlafyre) i nigdy nie występuje jako pierwsza litera. Kiedy w wyjątkowych sytuacjach sąsiednie r odda jej jednak głos, odzywa się głosem nie swoim, ale litery g (neðra – pod, czyt. negra). Ot, taki lingwistyczny, cichy bohater.

Vinarliga nýtíð Parkeringsplássið! – uprzejma farerska zachęta do skorzystania z miejsc parkingowych w Gásadalur (czyt. wynarlyja nujte paszkeryngsplose)

Piąta litera farerskiego alfabetu ugina się jak tutejsze drzewa i znika jak tutejsze słońce.

– Nie wymawiamy poczciwej „Eð”, choć jest pełnoprawną i całkiem przystojną literą – informuje Jana. – Działa to tak, że jeśli istnieje na przykład słowo „barnið”, czyli „dziecko”, to reguły wymowy nakazują ignorować „ð” słyszysz, jak wymawiam: „batne” (literę „i”, jeśli stoi na końcu wyrazu, czyta się jako „e”). W drugą stronę jest analogiczny problem: kiedy zechcemy to farerskie „dziecko” zapisać na kartce, przeważnie zapominamy o ostatniej literze -„ð” I bobas chodzi z gołą pupą.

(..)

– Dawno temu mój wujek dodał pod pracą domową z farerskiego taki komentarz: „Jestem pewny, że zapomniałem o kilku ð, nie umiem się tego nauczyć, tu piszę wszystkie, których nie ma w wypracowaniu: ðððððððð”

ð ð ð, 81:1. Opowieści z Wysp Owczych

* – føroyska stavraðið, czyt. foerjska ształraje

Akuratna mapa pana Debesa

Lucas Jacobsøn Debes, 29-letni Duńczyk, trafił na Faroje w roku 1652 jako wikary. W kolejnym roku awansował w kościelnej hierarchii na proboszcza. Nieco później piastował stanowisko dyrektora szkoły w Tórshavn. Wykształcenie Debesa i jego ciężka praca przyczyniły się do znacznego podniesienia jej poziomu.

Zgodnie z panującym wówczas wśród farerskich duchownych zwyczajem, poślubił wkrótce Anne Rasmusdatter, wdowę po swoim poprzedniku, który osierocił dziewiątkę dzieci. Tak liczna dziatwa była przyczyną finansowych kłopotów Debesa. W roku 1658, na skutek konfliktu z komornikiem Johannesem Heidemannem, zmuszony został do opuszczenia Wysp Owczych.

Jego wymuszona podróż do Kopenhagi okazała się trwać nieco dłużej niż początkowo planował. Duński statek, którym podróżował na kontynent został przejęty przez Szwedów (oba kraje były wówczas w konflikcie, choć bez formalnego wypowiedzenia wojny), a Debes osadzony w więzieniu w Göteborgu. Dobre stosunki, które nawiązał z komendantem więzienia sprawiły, że wypuszczono go w kolejnym roku, a nieco wydłużona podróż do Kopenhagi została zakończona.

Po powrocie z Danii na Wyspy objął stanowisko dziekana (zwierzchnika kilku parafii). Silniejsza pozycja pozwoliła Debesowi stanąć w obronie Farerów coraz mocniej wyzyskiwanych przez duńskiego zwierzchnika Kristoffera Gabela i jego współpracowników, którzy traktowali Wyspy Owcze jak własny folwark. Jego plany, aby poinformować Kopenhagę o trudnej sytuacji Farerów, były blokowane przez duńską administrację urzędującą w Tórshavn. W końcu, w roku 1673 udało mu się czmychnąć z Wysp Owczych i, informując kopenhaskich zwierzchników Gabela o jego praktykach, poprawić sytuację mieszkańców Farojów.

Źródło: europeana.eu

W Kopenhadze wydał także dzieło o, przyznacie chyba sami, dość lakonicznym tytule: „Færoæ & Færoa reserata: Det er Færøernis oc færøeske Indbyggeris beskrifvelse, udi hvilcken føris til liuset adskillige naturens hemeligheder, oc nogle antiqviteter, som her til dags udi mørcket hafve været indelugt, oc nu her opladis / alle curieuse til velbehagelighed, sammenskrefven oc forklaret aff Lucas Jacobsøn Debes„. Na szczęście wydane kilka lat później w Londynie tłumaczenie miało już nieco skromniejszy tytuł – „Færoæ, & Færoa reserata: That is a description of the islands & inhabitants of Foeroe: being seventeen islands subject to the King of Denmark„. Opis siedemnastu wysp (niezamieszkana Lítla Dímun nie została uwzględniona przy liczeniu) należących do duńskiego króla i ich mieszkańców był pierwszą w historii publikacją poświęconą Wyspom Owczym.

Książka zawierała również pierwszą tak dokładną mapę archipelagu opatrzoną łacińskim tytułem „Prima & accurata delineatio” – „pierwsze i dokładne wytyczenie”.

Uwagę zwracają nieco zdeformowane wyspy (jak choćby spłaszczone Sandoy, obrócone Vágar i Mykines) i ich duńskie nazwy. Uwzględniając rok wydania mapy, trzeba przyznać, że prezentuje się ona naprawdę dobrze całkiem wiernie oddając kontury i układ wysp archipelagu. Pamiętajmy, że Debes nie dysponował przecież w XVII wieku satelitarnym obrazem dalekich wysp.

Gdy uważniej przyjrzycie się podziałce liniowej naniesionej w prawym dolnym rogu mapy Debesa, dostrzeżecie dość nietypową jednostkę odległości – Miliaria Germanica, czyli niemiecką milę geograficzną. Jedna taka mila została w dawnych czasach zdefiniowana przez naszych zachodnich sąsiadów jako 1/15 długości łuku nakreślonego na równiku o kącie jednego stopnia (co odpowiada 7420 m i 54 cm). Żeby nie ułatwiać sobie zbytnio życia, używanych było znacznie więcej rodzajów mili niemieckiej. Rzecz jasna o różnych długościach zależnych od miejsca ich używania. Ot, taka ciekawostka z cyklu „jak utrudniano sobie życie w czasach przed stworzeniem układu SI”.

Wydana w Londynie mapa Wysp Owczych wzorowana na tej opublikowanej przez Debesa (1784).
Prezentuje ona także wspominany jeszcze na początku XX wieku wielki wir wodny (o ponad milowej średnicy) u stóp Skały Mnicha na południe od Suðuroy.

Lucas Debes, jego dzieło i obrona Farerów przed duńskim uciskiem, zostały uhonorowane na kartach powieści „Wyspy Dobrej NadzieiWilliama Heinesena. Postać głównego jej bohatera, wielebnego Pedera Børresena, wzorowana jest na Debesu. Do dzisiaj wśród mieszkańców dalekiego archipelagu znaleźć można noszących nazwisko Debes lub Debess. To kolejne pokolenie potomków siostry Debesa, Ellen Jacobsdatter Debes.

Znaczek Ø 1 wydany w styczniu 1975 roku wg projektu Czesława Słanii

Sama zaś mapa znalazła się na historycznym, pierwszym farerskim znaczku wydanym po usamodzielnieniu się tamtejszej poczty. Wprowadzony do użycia 30 stycznia 1975 roku znaczek został zaprojektowany przez Czesława Słanię. Nasz rodak przez kolejnych 28 lat zaprojektował sto znaczków dla Postverk Føroya (w tym ten uznawany za najsłynniejszy). Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

Spacerem po Tórshavn: cięte kształty

Hasłem przewodnim dzisiejszego spaceru po Tórshavn będzie rzeźba, a właściwie rzeźby. Farer użyłby tutaj określenia høggmynd, które można przetłumaczyć na cięte kształty*.

Siłacz. Spacer rozpoczniemy przy havnarskim ratuszu (Býráðið), przed którym w roku 1989 odsłonięto rzeźbę zatytułowaną Traðarmaðurin autorstwa Hansa Pauliego Olsena – rodowitego havnarczyka (obecnie tworzącego w Danii), którego dzieła znaleźć można nie tylko na wystawach, ale i w plenerze w wielu farerskich miasteczkach.

Poeta. Dżentelmen w kapeluszu dzierżący kwiat żonkila (Farerczycy są najwyraźniej zakochani w tych kwiatach) to Hans Andreas Djurhuus – farerski poeta, dramatopisarz i nauczyciel (1883 – 1951). Jego starszy o dwa lat brat, Janus Djurhuus, również zajął się poezją. Często określa się ich mianem Bracia Áarstovu (Áarstovubrøðurnir) od nazwy budynku w centrum Tórshavn, w którym przyszli na świat i dorastali. Ich pradziad Jens Christian Djurhuus (1773–1853) jako pierwszy pisał poezję po farersku.
Pomnik znajduje się na tyłach teatru Sjónleikarhúsið przy Niels Finsens gøta w pobliżu parku Viðarlundin. Został wykonany przez Jensa Petera Kellermanna w 1991 roku.

Smok (i luźne nawiązanie do motywu św. Jerzego?) pojawia się w rzeźbie-witrażu zdobiącym wejście do parku Viðarlundin. Efektowne dzieło wyszło spod rąk Tróndura Paturssona – słynnego farerskiego rzeźbiarza, malarza i artysty tworzącego w szkle. Innym plenerowym dziełem Paturssona jest podświetlona środkowa sekcja tunelu Norðoyatunnilin.

Myśliciel. Na północnym krańcu Viðarlundin znajduje się Listasavn Føroya (Farerskie Muzeum Sztuki), w którym zebrano 2600 eksponatów, w tym największą na świecie kolekcję dzieł rodzimych twórców (Sámal Joensen-Mikines, Ingálvur av Reyni, William Heinesen wraz z młodym pokoleniem artystów takich jak Edward Fuglø). Teren przed muzeum zdobią zaś rzeźby z brązu znanego nam już Hansa Pauliego Olsena.

Kolejna rzeźba Olsena w parku Viðarlundin, tym razem inspirowana twórczością Williama Heinesena i umieszczona przy południowym wejściu do parku

* – høggmynd (høgg – ciąć + mynda – forma, kształt), czyt. hoekmynt

Braciszek arktyczny

Tambylcy z północy nazywają go lundi. Biolodzy z racji jego sympatycznego wyglądu używają nazwy fratercula arctica, która po spolszczeniu daje nam powyższy tytuł.

Maskonur – nasz dzisiejszy bohater – ptasi symbol Islandii, Wysp Owczych i brytyjskiego wybrzeża. Z racji swego upierzenia często mylony z pingwinem, mimo, że oba gatunki zamieszkują przeciwne strony ziemskiego globu.
Ci niezwykle sprawni lotnicy i nurkowie spędzają większość swojego życia na otwartym morzu docierając aż do północnych krańców Afryki. Maskonury żywią się drobnymi rybami, które zdobywają nurkując nawet na głębokość 60 metrów i pozostając pod wodą przez 20-30 sekund. Na nurkowanie pozwala mu wydzielina gruczołu ogonowego, która po roztarciu po pierzu, tworzy wodoodporną warstwę.

Pozory mylą i mimo niepozornego wyglądu (osiągają one długość 25 cm i wagę 500 g) maskonury są również sprawnymi lotnikami. Uderzając skrzydłami 400 razy na minutę osiągają prędkości dochodzące do 90 km/h.

Wyjątkową cechą maskonura jest jego dziób – krótki, silny, garbaty o wyraźnym bocznym spłaszczeniu i poprzecznych fałdach. Taka konstrukcja pozwala chwytać mu nawet kilka ryb jednocześnie i przenosić je „hurtowo” do gniazda, aby nakarmić młode.

Na ląd powraca w marcu i kwietniu, gdy przed rozpoczęciem okresu lęgowego wyszukuje miejsce na swoje gniazdo. Idealne są strome klify i porośnięte trawą zbocza. Do gniazda maskonura prowadzi wykopany przez niego łapami i dziobem dwumetrowy korytarz. Niekiedy korzysta z „gościnności” burzyka lub królika zajmując nory po nich. Próbując podejrzeć te wspaniałe ptaki należy zachować szczególną ostrożność – struktura klifu naruszona jest przez rozliczne tunele wydrążone przez maskonury. Kawałek gruntu, który wydaje się być solidnym może osunąć się przy jednym niewłaściwym kroku.

W jamie wyściełanej trawą i morskimi roślinami przyjdzie na świat kolejne pokolenie arktycznych braciszków. W trakcie wysiadywania jaj maskonur nie siada na nim, lecz okrywa je skrzydłem.

Powrót maskonurów na ląd obchodzony jest na Farojach jako pierwszy dzień lata – 14 kwietnia celebruje się tam Summarmáli.

W okresie lęgowym maskonury na stromych klifach tworzą kolonie dochodzące do kilkudziesięciu tysięcy osobników. Tak jest chociażby na wyspie Grimsey, którą (jako jedyny fragment islandzkiej ziemi) przecina koło podbiegunowe, i której skrzydlaci mieszkańcy występują na powyższy zdjęciach.

Timdholmen należy do najmniejszych gór ptasich archipelagu, bywają trzy razy wyższe, należy jednak do najgęściej zaludnionych. Bujne życie ptasie, które w lecie rozwija się na nagich lub skąpo porośniętych trawą półkach ścian skalistych przypomina pod wieloma względami mrowie wielkiego miasta. Istnieje tu pewien porządek, każdy gatunek ptaków ma swoje miejsce i własne przyzwyczajenia, które, z małymi wyjątkami, nie kolidują z sobą.

Maskonur legnie się w dolnej partii skał oraz na osypiskach, gdzie swoim mocnym dziobem wykopuje dziury w ziemi. Z takiego gniazda rozlega się stale stateczny szum podobny do przędzenia drzemiącego kota.

William Heinesen, opowiadanie „Tindholmen”

Mieszkańcy północy uważają maskonury za pośmiertną postać marynarzy i rybaków, którzy zginęli na morzu. Mimo to, na Farojach (Mykines) i Islandii (archipelag Vestmannaeyjar) lundi nadal trafiają na talerze. Polowanie na nie odbywa się za pomocą specjalnej siatki umocowanej na końcu bardzo długiego kija (tzw. fleygestang). Operowanie nią wydaje się na pierwszy rzut oka dość prostym zadaniem, jednak, aby stać się fleygamaðurem zdolnym złapać dziennie nawet 200-300 osobników (zdarzały się przypadki złapania nawet 900 ptaków!) potrzebna jest spora praktyka w machaniu ponad 3,5 metrowym kijem na zboczu stromego klifu.

Mural z maskonurem przy havnarskim klubie Margarinfabrikkin przy Tórsgøta.

Farvæl, Lundi!

Page 2 of 4

Tekst i zdjęcia: Maciej Brencz & Materiały udostępnione na licencji CC BY-SA 4.0


Napędzane przez WordPress & Szablon autorstwa Andersa Noréna