Farerzy – tak jak każda wyspiarska nacja – zależni są od morza. Łodź przez stulecia była nieodzownym środkiem transportu. Zanim drogową sieć na Wyspach Owczych wzbogaciły podmorskie tunele, jedynym sposobem przemieszczania się między wyspami były łodzie. Intrygującym epizodem w marynistycznej historii archipelagu są mjølkabátar – sieć promów uruchomiona przez stołeczną mleczarnię.
Moją fotograficzną słabością – obok wspomnianych już lata temu ławeczek – są wszelkiego rodzaju tabliczki i znaki. To one przyczyniły się do mojego zainteresowania językiem pewnego odległego archipelagu. I to one też sprawiły mi niekłamaną radość, gdy pewnego sierpniowego popołudnia po raz pierwszy „przemówiły” do mnie po farersku.
„Dziś wieczorem, ja wskazuję palcem na wzgórze. Richarda goni owca. A James je coś, co na niego patrzy.” Taka zapowiedź niestety nigdy nie padła na początku odcinka magazynu motoryzacyjnego Top Gear.
Moja słabość wobec toponimów objawiła się na „Farerskich kadrach” już nieraz. Wspólnie wędrowaliśmy po Owczych bezdrożach, rozszyfrowując intrygujące nazwy. Tym razem jednak popuśćmy nieco wodze fantazji. A jeśli by tak, zamiast próbować przekładać farerskie nazwy na polski, przenieść polskie toponimy na mapę Wysp Owczych?
Nieposiadające własnych sił zbrojnych Wyspy Owcze i Grenlandia strzeżone są przez fregaty Duńskiej Marynarki Wojennej. Na wodach archipelagu spotkać jednak można także farerskie jednostki patrolowe.
O osiemnastu wyspach zagubionych wśród północnych mórz. Subiektywnie. Czasem nawet bardzo.