Mimo dzielących Irlandię i Wyspy Owcze kilometrów Atlantyku, w farerskiej historii znaleźć można dość liczne, a niekiedy i zaskakujące, irlandzkie wątki.

Jednym z nich jest, a właściwie są zatoki Brendana, które odwiedziliśmy w jednym z wcześniejszych wpisów. Wprawne oko wypatrzy też na farerskiej mapie toponimy, których genezy szukać należy poza szeroko rozumianą Skandynawią.

Slieve League – irlandzkie wybrzeże

XVI i XVII wiek zapisał się w historii Wysp Owczych jako czas piratów. Ich ofiarami padały nie tylko statki handlowe u wybrzeży archipelagu. Przybysze zza morza nierzadko schodzili na ląd, gdzie oddawali się plądrowaniu i mordowaniu. Zdarzało się, że zabierali ze sobą na pokład Farerów z myślą o spieniężeniu ich na niewolniczym rynku.

Niespodziewane i budzące grozę Farerów wizyty składali przez długie dekady piraci z Anglii, Irlandii i Francji. Jako najbardziej okrutni zapisali się w farerskiej pamięci przybysze określani jako „Turcy” – piraci berberyjscy wypływający z portów Tunisu, Trypolisu czy Algieru.

Zabudowania fortu Skansin wzniesionego w roku 1580 przez Magnusa Heinasona dla zapewnienia ochrony przed piratami

Największą jednak niechęć wśród Farerów wywoływali napadający owczy archipelag piraci zwani „Irlandczykami”. Ślady tejże niechęci znaleźć można po dziś dzień w farerskich wokabularzach. Słowo íri [ujre] – Irlandczyk – wydaje się być neutralne. Do czasu aż zerkniemy na jego kolejne znaczenia: hołota, motłoch, tłuszcza, szumowina. O reakcji ówczesnych Farerów na widok schodzących na ląd Irlandczyków wiele mówi załączony w słowniku Sprotin przykład: hann rann sum undan írum – uciekał jak przed diabłem. Rolę diabła w tym zdaniu pełnią Irlandczycy w celowniku – írum.

Biorąc w obronę dobre imię Irlandczyków, należy dodać, że ci tzw. „irlandzcy piraci” najprawdopodobniej byli… Szkotami. Na swe łupieżce wyprawy wypływali oni z portów na Hebrydach. I – podobnie jak Irlandczycy rozmawiali między sobą po gaelicku.