Na szczycie wzgórza Glaðsheyggur nieopodal centrum Tórshavn postawiono w roku 1984 pomnik autorstwa Eyvinda Dalsgaarda i Jensa Petera Kellermanna. Przedstawia on mężczyznę niosącego torf w specjalnym koszu oraz mleczarkę.
Autor: Maciej Brencz (Page 41 of 53)
U ujścia Funningsfjørður na Eysturoy znajduje się niewielka osada przedzielona strumykiem Stórá.
Dwudziestu trzech mieszkanców Elduvík* podziwiać może codziennie widok na wyspę Kalsoy i cieszyć się urokiem życia na prawdziwej prowincji. Wielka szkoda, że osada ta jest jedną z wielu powoli wymierających.
– upstrzona trzynastoma szczytami Kalsoy
z widocznym na zdjęciu Nestindar (788 m n.p.m.) na czele stawki
Aby dotrzeć do bohatera dzisiejszego wpisu, najlepiej zaopatrzyć się na Farojach we własny środek transportu lub liczyć na szczęście z wyciągniętym kciukiem na poboczu drogi wiodącej z Funningsfjørður do Elduvík (7 km). Do Funningsfjørður dojechać zaś można busem nr 201, jednak tylko w okresie od sierpnia do czerwca i tylko dwa razy dziennie.
Do Funningsfjørður prowadzi również szlak wzdłuż strumienia Stórá, który dociera aż do jego źródła, aby następnie ostrym spadkiem zaprowadzić nas do Funningsfjørður.
Owca z Elduvík pozdrawia czytelników Farerskich Kadrów.
Zanim w roku 1952 powstał tutejszy kościół, mieszkańcy osady korzystali w niedziele ze szlaku do Oyndarfjørður wiodącego wąską ścieżką wzdłuż brzegu fiordu położoną na skraju 50 metrowej skarpy, aby następnie u podnóża Oyndarfjørðarfjall skręcić w kierunku celu. O skali trudności tych cotygodniowych zmagań Farerczyków z naturą (których przykładów niemało przecież na Wyspach Owczych) świadczy fakt, że obecnie odradza się wędrówkę tym szlakiem przy złej pogodzie i w zimowych miesiącach.
Podobnie jak w przypadku większości farerskich osad również z Elduvík związana jest pewna legenda – opowieść o Marmennilu.
Legendarny Marmennil jest stworzeniem przypominającym małego człowieka z długimi palcami, który żyje na dnie morza. Ta psotliwa istota żywi się przynętą rybaków, którą zdejmuje z haczyków, same zaś haczyki zaczepia o morskie dno. Pewnego jednak dnia, gdy Marmennil chciał spłatać podobnego figla rybakowi z Elduvík o imieniu Anfinnur, hak utkwił w dłoni stworzenia. Marmennil został wyciągnięty na powierzchnię i trafił do łodzi Anfinnura. Farer uczynił znak krzyża i powrócił do swojego domu z tajemniczą morską istotą.
Marmennil okazał się niezwykle przydatny w trakcie rybackich wypraw, dlatego był ich obowiązkowym uczestnikiem. Anfinnur musiał jedynie pamiętać o wykonaniu znaku krzyża zanim Marmennil trafił na pokład, a następnie na otwarte morze. Gdy tylko Marmennil wyczuwał obecność ryb pod łodzią, zaczynał tańczyć i śmiać się, ułatwiając rybakowi udany połów.
Morski stwór towarzyszył Anfinnurowi przed długi czas, jednak pewnego dnia – przy wzburzonym morzu – rybak zapomniał o wykonaniu znaku krzyża. Gdy tylko łódź wypłynęła na otwarte morze, Marmennil, korzystając z okazji, skoczył w błękitną toń. Nigdy już go nie widziano…
Po drugiej stronie fiordu osada Funningur i przykryty śniegiem Slættaratindur (Płaski Szczyt) – najwyższy punkt Wysp Owczych wznoszący się 880 metrów nad poziom morza. Legenda mówi (a fizycy dementują), że można z niego dostrzec Vatnajökull, największy lodowiec Islandii oddalonej o – bagatela – 550 km.
Świadectwo dawnych czasów: zejście do nieużywanej już obecnie przystani położonej kilkaset metrów na wschód od zabudowań. Zanim w roku 1970 powstała wąska asfaltowa nitka do Funningsfjørður łącząca Elduvík z cywilizacją, mieszkańcy korzystali ze wspomnianego wcześniej górskiego szlaku do Oyndarfjørður, a cięższe towary dostarczali łodziami.
Szalejący żywioł. Do otwartego morza niedaleko.
Żegnamy się z Elduvík panoramicznym widokiem na dolinę u stóp szczytu Dalkinsfjall (719 m n.p.m.).
Oraz widokiem na północny kraniec Eysturoy i wyspę Kalsoy.
P.S. Jeśli ktoś odczuwa niedosyt po cotygodniowej dawce farerskiej lektury, polecam bloga „My Faroe Islands” prowadzonego przez pewną Niemkę, która po obejrzeniu dokumentalnego filmu o Wyspach stwierdziła kilka lat temu, że kupi sobie drugi dom – na Farojach, w Elduvík. Przy tej okazji założyła bloga, na którym donosi o posadzeniu trawnika na swoim dachu, pływackiej wycieczce kilku Farerów i lokalnej trąbie powietrznej.
Elduvík, the village I call my second home. For me, eight hours of driving through Germany and Denmark, 35 hours travelling by ferry and another 45 minutes car drive is all it takes to get to paradise.
Zdjęcia: flickr
* – Zatoka Ognia
Kálvalíð* znajdujący się w vágaraskim Miðvágur* jest jednym z najstarszych budynków na Wyspach Owczych.
Tradycyjny farerski dom był początkowo rezydencją proboszcza, który z Miðvágur opiekował się wszystkimi zachodnimi wyspami archipelagu.
Od roku 1673 dom zamieszkiwały wdowy po farerskich pastorach. Na początku XX wieku stał się on własnością prywatną. W roku 1968 powrócił w ręce kościoła stając się własnością lokalnej parafii.
Obecnie dom jest siedzibą lokalnego muzeum, w którym zebrano przedmioty z innych domów o podobnie jak ten długiej historii pozwalając nam spojrzeć na to jak żyli Farerczycy przed wiekami. Dotrzeć do niego można kierując się w górę Kálvalíðvegur z głównej ulicy w Miðvágur lub podążając szlakiem z wyjątkowego Vatnsoyrar* do Miðvágur (Kálvalíð będzie jednym z pierwszych budynków jaki spotkamy na końcu szlaku).
Przez jedyne okno wpada odrobina światła słonecznego skrzętnie dawkowanego przez farerskie chmury.
Kryty torfem dach pozwala Kálvalíð idealnie wtopić się w setki odcieni zieleni, którymi mieni się okolica.
Kamienny krąg, w którym niegdyś składowano siano.
* – wymawiamy kalwale
* – wymawiamy miwołaur
* – wyjątkowego, bo jedynej osady na Farojach, która nie leży nad morzem
Jeżeli jest cokolwiek pewnego, to to, że latarnia morska świeci.
Tove Jansson – Tatuś Muminka i morze
Na zdjęciu viti, czyli farerska latarnia w Velbastaður.
Każdego roku 29 lipca zwykle puste ulice w centrum stołecznego Tórshavn* wypełniają się rzeszą Farerów w ludowych strojach, którzy przybyli z wszystkich zakątków każdej z 17 wysp, aby wziąć udział w Ólavsøka* – Festiwalu Olafa. Jest to obok Święta Flagi najważniejsze święto narodowe Wysp Owczych.
Tego dnia tradycyjnie odbywa się uroczyste posiedzenie farerskiego parlamentu (Løgting) rozpoczynające kolejny „sezon” obrad. O godzinie 11 wyrusza uroczysty przemarsz do havnarskiej katedry na nabożeństwo, po którym o godz. 13 najstarszy na świecie do dziś funkcjonujący parlament (obok islandzkiego) rozpoczyna swe obrady.
Dzień wcześniej hasłem przewodnim jest sport. Sportowcy wszelkich dyscyplin maszerują przez miasto, aby następnie zmierzyć się w boju na wodzie (wioślarstwo jest farerskim sportem narodowym, na którego zawody ściąga publika z całego archipelagu) i na boisku (finał piłkarskiego pucharu Løgmanssteyp). W nocy zaś tłumy wylegają na ulice Tórshavn, aby łączyć się w tańczące kręgi śpiewające kolejne zwrotki Ormurin Langi i innych tradycyjnych pieśni. Glymur dansur!
Olaf Haraldsson II (lub jak powiedzieliby Farerczycy Ólavur Halgiin), patron opisywanego dzisiaj święta, zginął w bitwie pod norweskim Stiklestad 29 lipca 1030 r. Po swojej śmierci został dość szybko okrzyknięty świętym, a następnie uzyskał status patrona Norwegii. Historycy uważają, że jego śmierć przyczyniła się do chrystianizacji Norwegii, a co za tym idzie również i Wysp Owczych (będących wówczas pod władzą norweską).
Geneza tego farerskiego święta jest dość tajemnicza. Przypuszcza się, że Farerczycy zaczęli obchodzić święto Olava, gdy pierwszą sesję Løgtingu przeniesiono z czerwca na lipiec. Stało się to prawdopodobnie w XIII wieku za sprawą biskupa Bergen, któremu podlegały Faroje. Powiązanie dnia obrad parlamentu z postacią świętego miało zapewne promować jego postać oraz zerwać z tradycją czasów przedchrześcijańskich, z których pochodziła poprzednia data obrad.
Jeszcze ciekawsza jest postać samego św. Olafa. W innych krajach skandynawskich jest on często mylony z Olafem Tryggvasonem. Jednak nie na Farojach, na których ten drugi wspominany jest jako bohater w pieśni Ormurin Langi. Wróćmy jednak do osoby „pierwszego” Olafa. Olaf Haraldsson II, którego święto tak hucznie obchodzi się na Wyspach Owczych, wcale nie cieszył się wielkim poważaniem współczesnych mu Farerów. Mało tego, świętym nazywano Tryggvasona, gdyż żyjącemu jeszcze wówczas Haraldssonowi do tego miana było dość daleko. Wszystko przez wysokie podatki, którymi obciążał mieszkańców Wysp Owczych. Wiąże się z tym nawet legenda, według której Haraldsson miał zesłać na Farerów, którzy fałszywie stwierdzili, że w ich ojczyźnie nic rośnie, klątwę, która sprawiła, że wszystko co znajdowało się na powierzchni ziemi zapadło się pod nią i vice versa. Legenda jest więc doskonałym wytłumaczeniem braku naturalnych lasów na Farojach i ich skalistego krajobrazu. Haraldsson również zapadł się pod ziemię nie pozostawiając po sobie na Wyspach żadnego śladu (choćby w postaci kropki na mapie znaczącej szczyt lub osadę). Żadnego oprócz głównego święta na Wyspach.
Współcześnie mało kto rozważa, przyznajmy – dość złożoną, genezę tego święta. Farerczycy mają okazję do świętowania i zaznaczenia swojej niezależności. W dawnych czasach ludzie zdążali na Ólavsøka, aby nabyć w Tórshavn towary dostarczone przez statki, które w tym okresie przybijały licznie do havnarskiego portu korzystając z korzystnej pogody. Do roku 1836 zakazana była bowiem sprzedaż importowanych towarów poza stolicą.
Szkoda, ze w światowych serwisach informacyjnych nie pojawi się dzisiaj krótka chociaż wzmianka, że znaczna część populacji małego europejskiego kraju zebrała się na metrażu ograniczonym kilkoma wąskimi uliczkami swojej stolicy, aby całą noc tańczyć i świętować zgodnie z liczącą osiemset lat tradycją. Tą skromną notką staram się nieco nadrobić to przeoczenie…
Góða ólavsøku!
* – przechadzając się w weekend uliczkami Tórshavn (i wielu innych mniejszych farerskich miasteczek i osad) można odnieść wrażenie, że wszyscy mieszkańcy zapadli się po ziemię albo czają się za firankami podglądając nielicznych turystów.
* – Ólavsøka, czyli dosłownie Wskrzeszenie Olafa. Norwegowie i kilka innych nordyckich nacji obchodzi to święto pod nazwę Olsok.






















O osiemnastu wyspach zagubionych wśród północnych mórz. Subiektywnie. Czasem nawet bardzo.