Farerskie kadry

Blog o Wyspach Owczych

Autor: Maciej Brencz (Page 42 of 53)

Smutne wieści z Końca Świata

Niestety, stało się. Masowa turystyka dotarła na Daleką Północ, przyprowadzając ze sobą wszystkie smutne, dziwne, niekiedy i przerażające, zjawiska, które określam mianem współczesności.

Jak bowiem zareagować na zachowania, które prowadzą do zamykania na noc kościoła w Reykholar (turyści uznali bowiem, że świątynia jest idealnym wprost miejscem na biwak i nocleg)? Jak skomentować branie prysznica na islandzkiej stacji benzynowej korzystając z ręcznej myjki przeznaczonej dla samochodów? I wreszcie znaki stawiane przez Islandczyków o dość jednoznacznym przesłaniu…

Faroje (mimo mniejszej skali i zdecydowanie mniejszego ruchu turystycznego) też niestety zaczynają się zderzać z podobnym zjawiskiem. Z kościołów zaczęły chociażby znikać skrzynki na datki…

Vestmannaeyjar – poza ubitym szlakiem

Nie jestem przeciwnikiem turystyki. Cieszy mnie, że coraz więcej osób spogląda na mapie w kierunku północy. Pytanie jednak czy kuszą je tylko tanie loty do Keflaviku czy też fakt ten jest ledwie ostatnim na liście odpowiedzi na pytanie „dlaczego ciągnie mnie na Północ i czy wybiorę się tam już w tym roku?”. Czy poza „zaliczeniem” obowiązkowego Złotego Kręgu chcą zboczyć z ubitego szlaku, uciec od tłumu turystów (gotowych obfotografować, a następnie zadeptać wszystko co wpadnie w zasięg ich wzroku) i pozwolić się porwać tej nie do końca uchwytnej magii miejsca i ludzi, którzy tam mieszkają? I po powrocie zacząć w sobie odkrywać pierwsze symptomy Zewu Północy.

Można zacząć się zastanawiać kiedy Islandczykom puszczą nerwy i zwyczajnie zaczną opuszczać swoją ojczyznę na czas turystycznego desantu rzucając pod nosem islandzkie epitety. Swoją drogą to niebywale ciekawe zjawisko – z jakich przyczyn co niektórym w trakcie wakacji puszczają wszelkie hamulce (jakby byli na firmowym wyjeździe integracyjnym albo zakładowym grzybobraniu) i biorą prysznic na stacji benzynowej, a za toaletę obierają najbliższy płot. Coś na co pewnie nie zdecydowaliby się w rodzimym kraju. I wobec czego głośno by pewnie protestowali.

Na szlaku do Inggajavri – (jeszcze) nienaruszone pierwotne piękno i potęga przyrody za 68 N
Pozostaje tylko życzyć sobie wzajemnie, aby kolejna osoba spotkana na szlaku na Dalekiej Północy okazała się być po prostu ciekawą nowego otoczenia, noszącą w sobie szczyptę pokory, która nie pozwoli na ekscesy podlinkowane powyżej. Jesteśmy tam w końcu tylko gośćmi, u szczególnego gospodarza.

Czego szukasz w świecie ptaków, obca istoto bez skrzydeł i dzioba? Jeśli nawet umiesz pływać i nurkować, łowić śledzie, a być może także latać, to w każdym razie nie znajdziesz drogi przez ocean bez kompasu. Jesteś li tylko rozpieszczonym wścibskim przybłędą, który wszędzie próbuje się wślizgnąć i wszystko zabić, by spróbować jak smakuje!

William Heinesen, opowiadanie „Tindholmen”

834. Velbastaður

W naszej niespiesznej wędrówce po Farojach przyszła pora odwiedzić położoną niedaleko Tórshavn miejscowość Velbastaður.

Jej historia sięga czasów pierwszych wikińskich osadników. Zamieszkany wówczas teren w większości jednak pochłonęło już morze. Osada pozostawała opuszczona przez pewien czas po pladze Czarnej Śmierci, która nawiedziła Faroje w roku 1349.

Wjazd do Velbastaður i przykryte chmurami Hestur (po lewej) i Koltur

Velbastaður jako jedyna farerska miejscowość posiada w nazwie końcówkę staður oznaczającą miejsce, miasteczko. Wywodzi się ona najprawdopodobniej od staronordyckiego Vébólstaðr oznaczającego farma z ve.  to z kolei staronordyckie słowo oznaczające świątynię, kaplicę. Podobne określenia pojawiają się w innych germańskich językach (stąd niemieckie weihen  – święcić oraz Weihnachten – Święta Bożego Narodzenia). Kilka kilometrów na południe znajduje się Kirkjubøur – centrum życia religijnego w okresie przyjęcia chrześcijaństwa gdzie znajdowało się pierwsze farerskie biskupstwo. Możliwe, że jego lokalizacja związana była z istnieniem uznawanego za święte miejsca w pobliżu współczesnego Velbastaður.

Łączność ze światem zapewniają bezpłatne czerwone autobusy łączące na trasie 5V Kirkjubøur z Tórshavn. Przejazd przez miejscowość i meandrowanie po wąskich położonych na kolejnych tarasach uliczkach stanowi niezapomniane wrażenie.

Tak, tak – tutaj też przeciska się czerwony czeski autobus

Nasz dzisiejszy bohater jest domem dla 220 Farerczyków (jeszcze w roku 1990 mieszkały tutaj tylko.134 osoby). Bliskość stolicy, a jednocześnie poczucie życia na cichej prowincji stanowią niewątpliwą zaletę tego miejsca. No i ten widok na Hestur, Koltur i otwarty ocean…

Tutaj nawet czekając na autobus nie sposób się nudzić.

Nowoczesna architektura w farerskim wydaniu

I w nieco bardziej klasycznym. W tle osada na pobliskim Hestur

W maju 2010 roku w Velbastaður ruszył drugi na Wyspach browarOkkara Bryggjarí* waży kilkanaście rodzajów złocistego trunku w niepozornej na pierwszy rzut oka hali położonej na opłotkach strejmojskiej miejscowości. Szef browaru Peter Klemensen oraz główny browarnik Bjarne Olsen szlify w zawodzie zdobyli w duńskim browarze Thisted Bryghus. Puszki i butelki opuszczające Velbastaður nabyć można jedynie w sklepach państwowego monopolu oraz lokalach z licencją na sprzedaż alkoholu. Warto sprawić sobie prezent i nabyć zgrzewkę farerskiego piwa tuż po wylądowaniu na Vágar w sklepie wolnocłowym i zaoszczędzić kilka(dziesiąt) koron.

Bursztynowy lager z velbastaðurskiego browaru.
Napisy na puszce oznaczają „Uważone ze skrzętnością” / „Smak i jakość”.

Ciekawą statystyką jest współczynnik liczby browarów per capita. Dla Wysp Owczych wynosi on jeden browar na 24,5 tys. mieszkańców, dla Polski zaś (przy 97 zakładach piwowarskich funkcjonujących w naszej ojczyźnie w roku 2013)  – jeden browar na blisko 400 tys. mieszkańców.

Dla lubiących samotne piesze wycieczki polecam szlak wiodący z Tórshavn przez Havnadalsvatn (jezioro będące źródłem pitnej wody dla farerskiej stolicy) i Norðasta Horn do Velbastaður. Uważajcie na grasujące na trasie owce!

Malownicza droga* wiodąca do oddalonego o 9 km Syðradalur. To już jednak temat na jeden z kolejnych wpisów.

* – co można przetłumaczyć na Nasz Browar a wymówić Ohkara Brydżari


* – czy farerskie drogi mają jakąkolwiek szansę, aby nie być malowniczymi?

Myczyneskie kontrasty

W ramach kontynuacji Pocztówek z Mykines – dwa przeciwieństwa:

Podpisy proszę uzupełnić we własnych zakresie.

Ziemniaczane pole rośnie wokół mnie

Epli* – ziemniak. Cichy bohater ciągłej walki Farerów z ich ojczystą ziemią, aby wydała coś więcej niż tylko mieniącą się wszystkimi odcieniami zieleni trawę.

Walka ta toczy się od początku XIX wieku, kiedy na Farojach upowszechniła się pyra*, którą trzeba chronić przed tutejszym klimatem (tak jak na poletkach w Miðvágur) pod kołderką z darni. Mieszkańcy Wysp Owczych hobbystycznie hodują także buraki, kapustę oraz rzepę. Nie zapomnijmy o rabarbarze, z którego produkuje się dżemy, nalewki, a nawet dodaje do piwa.

Słynne z produkcji ziemniaka jest Sandoy, gdzie w październiku 2015 zorganizowano pierwszy Coroczny Festiwal Ziemniaka. W domach mieszkańców wyspy oraz zaadaptowanym na potrzeby festiwalu sklepie z częściami samochodowymi można była raczyć się szeroką paletą dań z ziemniakiem w roli głównej (ciekawe czy pojawiły się też plyndze). Kto miał już dość widoku ziemniaka na swoim talerzu, mógł wziął udział w wykopkach i rzucie ziemniakiem albo pobrykać wśród bel siana.

„It was cool, but in an uncool way”. And that really is the best kind of cool.

Katrin Petersen o zorganizowanym przez siebie Festiwalu oraz komentarz autora tekstu na faroeislands.fo

Kolejna edycja Eplafestivalur już 1 października.

– wymawiamy: eple
– a to ziemniak w wersji poznańskiej

Gdzie Google nie może, tam owcę poślemy

Próbowaliście kiedyś obejrzeć Faroje z perspektywy Google Street View? No właśnie. Farerczycy powiedzieli w końcu dość tej jawnej dyskryminacji!

W kwietniu tego roku Durita Dahl Andreassen z Visit Faroe Islands zainicjowała projekt Sheep View 360. Zamiast czekać na guglowy samochód, który wykona panoramiczne zdjęcia Wysp Owczych za pewne w 2145 roku, Durita wzięła sprawy w swoje ręce i zwinne nóżki farerskich kudłaczy. Z pomocą Leifa i Davida wyposażyła pięć farerskich owiec w panoramiczne kamery i czujniki GPS i puściła w teren. Wykonane zdjęcia trafią do Google Street Map.

Gdyby to ode mnie zależało, na pierwszy ogień puściłbym panoramiczne owce na trasę wzdłuż Saksunardalur.

Durita, góð lukka*!

* – powodzenia!

Page 42 of 53

Tekst i zdjęcia: Maciej Brencz & Materiały udostępnione na licencji CC BY-SA 4.0


Napędzane przez WordPress & Szablon autorstwa Andersa Noréna