A więc stało się. W środowy wieczór po raz czwarty wylądowałem Airbusem na Vágar. Kolejny raz farerska ziemia wyłoniła się zza chmur na kilkadziesiąt sekund przed lądowaniem. Przed startem pachnącego nowością Airbusa 320 (dumnie noszącego nazwisko Williama Heinesena) z głośników sączyła się, zamiast utartej popowej papki, składanka farerskich kvæði, m.in. Grímur á Miðalnesi. I jak tu nie uronić nostalgicznej łezki? Mimo, że do Farojów jeszcze setki kilometrów.
Błękitne Volvo wiozące ok. 10 pasażerów z RC 459 mknęło asfaltową serpentyną wijącą się wśród bazaltowych wzniesień i rozpadlisk. Widok przystankowej wiaty i pobliskiej stacji w Kollafjørður, samotnego oświetlonego punktu w morzu zamglonej zieleni przypomniał mi gdzie i dlaczego tutaj dotarłem. Do miejsca, w którym to nadal pogoda dyktuje warunki, a Matka Natura olśniewa swym pięknem i potęgą. Gdzie wszystko odzyskuje właściwe proporcje.
#FarerskiDziennikZPodróży czas zacząć.
Dzień 2

Visit Faroe Islands tak zachęca do przybycia na Wyspy Owcze:
Looking back at the history of the Faroe Islands there is little to suggest that we would have anything unique to offer the rest of the world other than our great skills in fishing and living off scarce natural resources. As for the arts, our country could never have fostered geniuses like Shakespeare or Mozart simply because circumstances and stimuli to nurture artistic talent were not present. Art was of no use. It was not a profession, nor a desired skill. Perhaps not even a word in the vocabulary.
Zwiedzając Listasavn Føroya (Muzeum Sztuki) trudno wyjść z podziwu dla malutkiej nacji rzuconej gdzieś na środek przepastnego oceanu. Artysta w dawnych czasach był istotnie na samym końcu listy potrzebnych zawodów. Mimo to farerski naród może pochwalić się takimi artystami jak William Heinesen czy Sámal Joensen-Mikines. Zaś Edward Fuglø i Tróndur Patursson są ich godnymi spadkobiercami.
Dzień 3

W pierwszych słowach kolejnej notki pragnę (po raz kolejny) wyrazić podziw dla kunsztu farerskich inżynierów. Powód? Wczorajszy spacer w okolicach Vestmanny i tamtejszy złożony system zasilania miasta w energię elektryczną pozyskiwaną z siły wody (powstały w latach 60-tych XX w. jako pierwszy na Wyspach Owczych).
P.S. Pozdrawiam członków Farerskiego Klubu Strzeleckiego, a konkretnie Sekcję Drogową. W Vestmannie chyba nie lubią znaków ostrzegawczych 😉
Dzień 4

Znam już odpowiedź na postawione wcześniej pytanie – jednak nadal zima 🌨️
Wypad na Nólsoy trzeba odłożyć na później – marsz w padającym śniegu przy ograniczonej widoczności to nie najlepszy pomysł. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy farerska aura krzyżuje mi „noelsojskie” plany 🙂
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poniżej śnieżno-piłkarski kadr z Gundadalur (tórshavnarskie B36 i HB grają dzisiaj mecze wyjazdowe). Piłka nożna na Wyspach Owczych – jakieś informacje o odwołanych meczach?
Dzień 5

Hestur – wyspa zamieszkana przez 21 osób (stan na 2017 za hagstova.fo). Poczta czynna raz w tygodniu przez 90 minut. Łączność ze światem zapewnia jedynie prom kursujący 2-3 razy dziennie (jego rejs trzeba zamówić z godzinnym wyprzedzeniem telefonicznie). Każdy z mieszkańców ma klucz do krytej pływalni zbudowanej w latach 70-tych, aby zapobiec wyludnianiu się jedynej osady na wyspie. Bezskutecznie.
Spacerując po Hestur można przenieść się na chwilę, w kontrolowany sposób, do Wysp Owczych sprzed dekad. Bez nowoczesnych dróg, systemu tuneli, komunikacji helikopterowej.
Dzień 6

Miałem całkiem spory problem z wyborem bohatera dzisiejszej notki. W czasie marszu do punktu widokowego na Palec Wiedźmy (Trøllkonufingur) swoim urzekającym pięknem kusiły jeszcze Koltur i widoczne na horyzoncie Suðuroy. Obudzony w środku nocy mógłbym w dowolnie żądanej „geograficznej” kolejności wymienić farerskie mikroświaty. Znać ich układ, studiować poziomice na mapie, a zobaczyć je na żywo to jednak dwie zupełnie inne sprawy.
Koltur – niewielka wyspa (nie dajcie się jednak zwieźć kilometrami kwadratowymi, potęga tutejszej natury nie przejmuje się liczbami) zamieszkana obecnie tylko przez jedną osobę. W roku 1997 na wyludnione Koltur sprowadziła się para. W roku 2010 pobity został nawet rekord zaludnienia w ostatnich latach – 5 osób! Hagstova Føroya podaje, że w roku 1985 (początek dostępnych online statystyk) mieszkało na niej sześć osób.
Koltur ma dwa i pół kilometra kwadratowego. Gdyby spłaszczyć wyspę i wykorzystać każdy jej skrawek, starczyłoby miejsca na parking dla ośmiuset trzydziestu trzech aut osobowych. Ziemia tych rozmiarów mogłaby urodzić trzysta siedemdziesiąt pięć tysięcy marchewek. W przewodnikach przeczytamy, że Koltur jest: „niewielka, wąska, mikroskopijna, kameralna”. Nic bardziej mylnego. Kiedy staniesz u podnóża stożkowatej góry Uppi á Oyggj albo przycupniesz na przepastnych łąkach w dolnej części wyspy, poczujesz jej ogrom.
81:1. Opowieści z Wysp Owczych
Dzień 7

Selatrað. Niewielka osada na zachodnim wybrzeżu wyspy Eysturoy. Liczba mieszkańców – 37 osób. Trzy razy dziennie do osady dojeżdża bus linii nr 440. Tzn. dojedzie, jeśli poprosimy o to telefonicznie. W linii prostej z Tórshavn to nawet niedaleko – ledwie 17 km. Ale żeby tam dotrzeć trzeba objechać kilka fiordów oraz gór, przebyć dwa tunele i nagle droga wydłuża się do niemal 80 km.
A dlaczego warto tam zajrzeć? A chociażby po to, żeby pospacerować się po farerskim lesie. Z drzewami, które ledwie mieszczą się w kadrze, wygiętymi w najrozmaitsze kształty przez farerskie wietrzysko. Żadne tam karzełki czy niepozorne krzaczory. Nie są to może okazy rodem z kalifornijskiego Parku Narodowego Sekwoi, ale jak na farerskie warunki założona w roku 1913 plantacja w Selatrað (trzecia do wielkości na Wyspach) robi wrażenie! Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ponad 60% jej drzewostanu zniszczył huragan w 1988 roku.
Domki w Selatrað rozsypane są po okolicznych wzgórzach co jest dość nietypowym układem jak na farerskie osady.
Niegdyś osada tętniła życiem. Prom łączący Streymoy z Eystruoy pływał między Selatrað a Hósvík. Pewien rozdział w historii Selatrað zakończyło otwarcie w roku 1973 przeprawy „Brúgvin um Streymin” – 220-metrowego mostu łączącego Oyrarbakki z Nesvík, fragment drogi krajowej nr 10.
Kościół w Selatrað pochodzi w roku 1927. Jest to pierwsza na Wyspach świątynia zbudowana z betonu.
Dzień 8

Uff, przez dwa dni zjechałem już blisko 400 km farerskich dróg. Dzisiaj wywiało mnie na daleką północ – do Hvannasund – skąd prom M/S Ritan zabiera śmiałków gotowych ryzykować zdrowiem i życiem przy wysiadce na Svínoy bądź Fugloy 🙂 Malutką jednostką rzuca morski żywioł na boki oraz w górę i w dół jak korkiem.
A czym wita fuglojska Kirkja (czyt. czyszcza) obok przeżyć transportowych? Wystawą sprzętu domowego i zabytkowych pojazdów mechanicznych nadgryzionych zębem czasu i przez farerską aurę. Niestety widok zardzewiałych beczek, starych palet czy częściowo rozmontowanych samochodów to dość typowa przypadłość farerskiej prowincji 🙁
Ale żeby nie było tak smętnie – dołączam dwa cudne widoki – Fugloy z perspektywy Svínoy oraz Vidareiði (z klifem Enniberg – pionową ścianą o wysokości 754 metrów) z perspektywy Kirjki właśnie.
P.S. Pozdrowienia dla przesympatycznej załogi promu M/S Ritan, która specjalnie, sama od siebie, dla niestrudzonego wędrowca zrobiła nieco dłuższą trasę, aby pokazać imponujące ptasie klify obok Hattarvík. Takk fyri!
Dzień 9
Wyspa Kalsoy. 76 mieszkańców. 4 osady. 18 km drogi łączącej je wszystkie, z czego niemal 5,5 km przebiega w 4 tunelach. A właściwie nie w czterech, a w czterech i pół.
Niezamieszkaną dolinę Djúpidalur łączy z resztą wyspy odnoga Trøllanestunnilin zwana Teymur í Djúpadal o długości 220 metrów. Znalezienie tejże odnogi wcale nie jest prostą sprawą. Jadąc w kierunku Trøllanes warto obserwować zatoczki do wymijania się w wąskim, nieoświetlonym tunelu. Po prawej stronie, naprzeciw jednej z mijanek znajduje się szlaban i strzałka wskazująca wyjście ewakuacyjne.
Żeby nie być gołosłownym – w załączniku pierwsze w historii Ruchome Farerskie Kadry z przejazdu „ukrytym” tunelem.
P.S. Ukłony dla Alicji i Havnara za inspirację 🙂
Dzień 10

Nie wiem czy kiedykolwiek powstanie monografia „Żelazne szlaki na Wyspach Owczych”. Ale jeśli powstanie, to jestem pewien, że obok informacji o kolejkach w kopalniach węgla na Suðuroy, jeden z rozdziałów poświęcony zostanie kilkudziesięciometrowemu odcinkowi linowej kolejki na przystani w Gjógv. Lina napędowa i rolki toczne wyglądają na dobrze utrzymane. Może ktoś z Was z niej korzystał? 🙂
P.S. Na drodze dojazdowej do Gjógv nadal na poboczu zalega śnieg. W samym Gjógv znaleźć można osobliwe figurki ogrodowe, a w Funningur mają ciekawy patent na parkowanie przyczep campingowych.
Dzień 11

Dalur, Sandoy. 34 mieszkańców (a jeszcze 30 lat temu było ich ponad dwukrotnie więcej). Osada położona jest w szerokiej dolinie, od której zresztą pochodzi jej nazwa (dalur to po farersku „dolina”). Z resztą wyspy łączy ją wąska droga przyklejona do brzegu klifu dostarczająca niezapomnianych emocji1. Inna, wąska, kamienista droga pochodząca z okresu II wojny światowej prowadzi z Dalur na południowy skraj Sandoy – klify Skorin.
Dzisiaj pogoda (nisko zawieszone chmury) pomieszała nieco moje plany. Rejs na sąsiednią wyspę Skúvoy nie doszedł do skutku ze względu na wysokie fale. Ze spaceru do klifów na Skorin również musiałem zrezygnować – mgła i klify to mało bezpieczne połączenie. Skończyło się na objazdówce po „piaszczystej wyspie”…
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Okazuje się, że w Dalur mają całkiem porządne boisko (zbudowane w ramach UEFA-oweskiego programu), a z wełny dzierga się różne ludowe przysłowia. Skarvanes, Faroe Islands, z którego (jeśli pozwala na to mało łaskawa farerska pogoda) roztacza się widok na Skúvoy oraz obie „dujmuny”, zwiększa swoją populację! W styczniu tego roku ta osada na zachodnim brzegu Sandoy liczyła sobie 12 mieszkańców (dwukrotny wzrost w porównaniu z 2010 rokiem). Opuszczone domy niestety popadają tam w coraz większą ruinę.
Dzień 12

Sześć dni samochodowych wojaży czas zakończyć. Pokonałem 1132,5 km farerskich asfaltów (a zdarzał się i szuter). Dopłynąłem na Fugloy i Svínoy, dotarłem do opustoszałego Múli, zjechałem serpentynami do Norðradalur.
Dzisiaj, na zakończenie objazdowej części farerskiej podróży, zwiedziłem południową część Eysturoy. Połamałem sobie język na próbie wymowy nazwy osady Æðuvík (lektor na sprotin.fo czyta to coś na kształt eałułik, ale pewności nie mam), posłuchałem co gra na piszczałkach przy turbinach, pocelowałem z brytyjskiego działa w Nes, podziwiałem wrzosowiska wokół jeziora Toftavatn (artykuł o nim jest nawet na węgierskiej Wikipedii), posiedziałem na trybunach stadionów w Tofcie i Runavíku, popatrzyłem na efekty pracy graficiarzy przy okazji G! Festival w Syðrugøcie. W skrócie – zebrałem masę inspiracji do kolejnych wpisów na Farerskich kadrach.
P.S. Farersko Polonio z Soldafjørður (Wyspy Owcze FO), dziękuję za gościnę! Niezwykle miło było mi pogawędzić ze znacznym procentem Polaków na Farojach! A dzięki wizycie ekipy IceStory odbył się spontaniczny, nieoficjalny zlot nordyckiej blogosfery 🙂
Dzień 13

Dziś niebiosa postanowiły (nic nie robiąc sobie z prognoz na yr.no) przykryć Faroje szczelnie kołderką. Wszystko powyżej 200-300 metrów schowane było w chmurach. Łącznie z fragmentem ścieżki z Norðasta Horn do Tórshavn. Przy maszcie nadawczym panował nastrój postapokaliptycznych filmów. Brakowało tylko łaknących krwi owiec-zombie 🙂
Ujął mnie widok samotnego drzewka na plantacji „Viðarlundin úti í Havnardali”. Samotna walka z żywiołem trwa. Z kolei przy Hotel Føroyar za wzgórzem (jak Las Birnam) przycupnęła cała gromadka iglaków.
Dzień 13 / 14

Tórshavn by night 🌙
Dzień 14

Gościło mnie dzisiaj Nólsoy już po raz trzeci, ale nigdy nie przywitało mnie tak piękną pogodą. Pamiętajcie wczorajszy wpis i uwagi o nisko wiszących chmurach? Dziś niebiosa zmieniły zdanie i znad Farojów przegoniono niemal wszystkie chmury. Farerczycy stadnie ruszyli więc korzystać ze słońca (Wyspy Owcze to ponoć najbardziej zachmurzony rejon na Atlantyku), stoliki przed kawiarniami przy tórshavnarskiej marinie pełne ludzi. Aż można skusić się na lody i to nie z przekory „że a co tam, że 5 st. i pada deszczyk” 🙂
Wracając do bohatera dzisiejsze notki. Nólsoy chroni Tórshavn przed wiatrami znad przepastnego Atlantyku, a ostatnio zyskuje zainteresowanie Farerów ze stolicy, którzy przeprowadzają się na sąsiednią wyspę oddaloną jedynie o 20-minutowy rejs promem. Tak krótki czas dzieli zgiełk farerskiej metropolii od ciszy prowincji. Nie bez znaczenia jest również niższa cena domów na Nólsoy.
Dzień 15

Ten dzień musiał w końcu nadejść. Ostatni dzień mojego kolejnego, już czwartego, pobytu na Wyspach. Mógłbym zacząć wymieniać miejsca, które odwiedziłem, rzeczy, które zobaczyłem, a przede wszystkim niesamowitych ludzi, których spotkałem na szlaku (często zdarza się Wam być podrzuconym na stopa przez farerskiego poetę, którego wiersze tłumaczone są przez uczestników Letniej Szkoły Języka Farerskiego?), rodaków, którzy uważają Wyspy za swój dom (i w ich kontekście odmieniają rzeczownik „spokój” przez wszystkie przypadki), wyliczać przejechane i przedreptane kilometry. Tylko co to da? Czy pozwoli mi to opisać co sprawia, że już tęsknie za Wyspami?
Wydaje mi się, że najpiękniejsze jest jednak to, że nieuchwytny urok Północy nie daje się zamknąć w tak łatwe podsumowania. Pewien jestem jednego – nie mówię Farojom „Żegnajcie!”, ale „Do zobaczenia, Brachu!”. Wrócę już za rok. Aby ponownie chłonąć Twój urok, kojący spokój, poznawać język i farerską kulturę. Tak wyglądają moje plany. Czas pokaże czy staną się rzeczywistością.
Farvæl, Føroyar!
- W lipcu 2026 roku otwarto prowadzący do Dalur tunel. ↩︎
O osiemnastu wyspach zagubionych wśród północnych mórz. Subiektywnie. Czasem nawet bardzo.